Pierwsze 1000 km za nami!

Pierwsze 1000 km za nami!

komentarzy 9

Pierwsze 1000 km za nami! Jak dotąd zero gum -poza tą, która sama wystrzeliła w hotelowym holu w Marakeszu ;), zero awarii…, jedno przeziębienie, około stu szklanek marokańskiej herbaty, niezliczone kilogramy pochłoniętych mandarynek, daktyli i nowo odkryta miłość do oliwek. Innymi słowy, odżywiamy się bezmięsnie, ale zdrowo!

Pamiętacie Staszka, który czekał pod meczetem w Marakeszu? Dogoniliśmy się w Safi i od tej pory jedziemy razem. Nasz pierwszy wspólny nocleg miał być na kempingu, bo robiło się już ciemno, ale okazało się, że kemping poza tym, że był bardzo drogi to nie miał ani Internetu ani nawet prysznica w cenie, no i stanęło na tym że nocujemy gdzieś  tam, które to „gdzieś” okazało się być boiskiem piłkarskim o czym przekonaliśmy się nazajutrz…

Rano w pospiechu opuściliśmy dość industrialne Safi i rozpoczęliśmy najbardziej urokliwy odcinek naszej dotychczasowej trasy.

Co prawda dużo w górę i w dół, ale za to cały czas wzdłuż linii oceanu. No i w końcu wyszło SŁOŃCE, a temperatura w dzień skoczyła powyżej 20 stopni . Trochę ciepełka i od razu lepiej ;)

Jakby rozrywek było mało, wieczorem zostaliśmy zaproszeni do rodzinnej wytwórni oliwy, którą najpierw sami wytłoczyliśmy, a potem się nią objedliśmy.

Potem  pyszny domowy tajin na słodko z rodzynkami i ciepły suchy kąt do spania. Cóż nam więcej do szczęścia potrzeba?:)