Uciekając przed zimą…

Uciekając przed zimą…

komentarzy 8

Gdyby ktoś z Was wybierał się w listopadzie do Maroka i przeczytał w przewodniku, bądź innym Internecie, że jest tu wtedy zima, to niech się nie zastanawia czy zabrać ze sobą komplet bielizny termicznej, tylko  niech go zabiera – bo zima tu naprawdę jest…

Właśnie z powodu niskich temperatur omijamy Atlas Wysoki –mimo, że jest piękny – zostawiamy go na przyszłość J, bo tam leży śnieg, a noce pod namiotem w bardzo cieniutkich śpiworach są naprawdę zimne. Jadąc wybrzeżem, mimo że dookoła palmy, od jakiegoś czasu marzniemy, bo jakoś nasz wewnętrzny termostat przestawił się już na tutejszy klimat i już nas nie dziwią ludzie w …puchowych kurtkach, ani to że 30 stopni C jest odczuwalne jak w Polsce z 15-cie a wieczorami (jak to zimą o 18tej jest już mocno ciemno…) to tych stopni czuć może z pięć… W każdym razie pierwsze przeziębienie już nas dopadło.

Zimno rekompensują nam piękne widoki. Im dalej na południe tym zieleniej, a wielkomiejski charakter dużych miast północy zastępuje leniwa atmosfera  rybackich miasteczek i malownicze wioski. Czasem aż trudno uwierzyć, że to Afryka a nie Nowa Zelandia!

Im dalej od dużych miast tym sympatyczniejsi i bardziej bezinteresowni są ludzie.

W Marrakeszu, Casablance czy Rabacie każdy próbuje coś sprzedać: kilogram mandarynek, trochę daktyli, kolorową apaszkę, wełnianą czapkę, drewniane sztućce, lustro oprawione w misternie wydzierganą ze starej opony ramę  albo choćby paczkę chusteczek. „Mój przyjacielu wejdź, zobacz! Jedną minutkę! To nic nie kosztuje!” – zapraszają we wszystkich językach świata. Trzeba jednak przyznać, że sprzedawcy nie są szczególnie nachalni i wystarczy z uśmiechem pokiwać głową aby usłyszeć: „Maybe later?”  Bardziej wyszukany sposób na ściągnięcie klienta mają liczni kucharze:

„-Where are You from, my friend?

-Poland.

-Oh! Poland! Robert Makłowicz, dziękuję, zapraszam!”

Ale już kawałeczek od turystycznego szlaku słychać głównie „Witaj!”, „Szerokiej drogi!” i wystarczy, że na chwilę zatrzymamy się aby złapać oddech bądź skryjemy się gdzieś na moment przed ciągle popadującym deszczem a zaraz ktoś przychodzi porozmawiać, podzielić się owocami, zaprosić na herbatę, posiłek czy nawet nocleg.

Tym sposobem poznaliśmy Yassira i jego rodzinę oraz ich waleczną kotkę Ishę, która obroniła swoje domostwo przed natarczywą żmiją, co zostało nam zaprezentowane w postaci  baaardzo długiego filmu z IPhona ;)