KARIBU KENYA

KARIBU KENYA

komentarzy 5

KARIBU KENYA, witają nas plakaty na lotnisku w Nairobi. Piękne zdjęcia sawanny upstrzonej akacjami, słonie na tle Kilimandżaro , jeziora różowe od flamingów i dostojne nosorożce – wszystko to zdaje się mówić – jesteś w Afryce o jakiej zawsze marzyłeś!

Lot przebiegł zaskakująco gładko. Co prawda okazało się, że nasze bagaże przekraczają dopuszczalny przez przepisy BHP limit wagowy i powinniśmy się przepakować – co jak się podróżuje z dwoma rowerami i ciuchami w kartonach łatwe wcale nie jest, ale na szczęście  w Burkinie Faso przepisy nie po to są by je przestrzegać, tylko po to by urzędnik miał okazję zarobić kilka dodatkowych dolarów ;)

W Nairobi wylądowaliśmy w środku nocy i nie chcąc wydawać 200$ na nocleg w przylotniskowym hotelu zapakowaliśmy się na wózek bagażowy i potoczyliśmy się na najbliższy posterunek policji. Panowie oficerowie jak zobaczyli dwóch wazungu (bo tak się tu nazywamy) walczących z kartonami i rozjeżdżającymi się wózkami to aż im papierosy z buzi powypadały. Jednak musieliśmy chyba wzbudzić ich sympatię bo na nasze pytanie o możliwość rozbicia namiotu od razu powiedzieli Hakuna matata – czyli no problem – i chwilę później po ponad 10 godzinnej podróży spaliśmy jak zabici upchani pomiędzy nasze kartony i policyjne samochody.

 

Rano poskręcaliśmy rowery, załadowaliśmy sakwy i ruszyliśmy w miasto. Już po kilkuset metrach nasze twarze musiały wyrażać tak bezgraniczne zdziwienie jak to zaprzyjaźnionych policjantów kilka godzin wcześniej. Czemu? Otóż wylecieliśmy ze stolicy, która wyglądała mniej więcej tak:

 

Miasto jak każde inne w Afryce Zachodniej: rozklekotane samochody, motorki – taxi, rowerzyści transportujący na bagażnikach członków rodziny lub połowę dobytku, przechodnie walczący o życie, rozwalające się budynki, niedziałające światła, hałdy śmieci i nieustające klaksony, innymi słowy – absolutny chaos, ale nasz chaos – znajomy i oswojony. Tymczasem ktoś nas wysadził w Londynie!

 

Parki, kina, szklane wieżowce, luksusowe samochody, ludzie w garniturach i eleganckich garsonkach. Inny świat! Do tego temperatura przynajmniej o 10 stopni niższa, każdy mówi po angielsku,  wszędzie serwują Fish&Chips, tosty i jajka na bekonie, a w pubach przy partyjce dartów popija się Guinnessa. Jak w poszukiwaniu sklepu rowerowego trafiliśmy do centrum handlowego z KFC i Pizza Hut to niemal  z poczuciem winy złapaliśmy pizzę w łapę i w popłochu uciekliśmy z miasta. Spadamy na wieś zanim pochłonie nas ten świat kolorowych reklam i zachodnich produktów. W końcu jesteśmy w Afryce o jakiej zawsze marzyliśmy. Chyba…