Rajski ogród

Rajski ogród

1 komentarz

Ludzki umysł jest prawdziwą zagadką. Jednego dnia przeklinamy lasy deszczowe, żyjące w nich robactwo i ciągły zaduch, a kilka miesięcy później z rozrzewnieniem wspominamy jego intensywną zieleń, tropikalną roślinność i … Będąc na Wybrzeżu Kości Słoniowej nie marzyliśmy o niczym innym tylko żeby się znowu znaleźć w krajach suchego Sahelu, jak najdalej od pożerającej nas dżungli, a teraz nie możemy myśleć o niczym innym jak tylko o tym, że dalej na południe czeka na nas już tylko busz i nasza przygoda z zielonym piekłem już się skończyła. Nie po raz pierwszy i nie ostatni byliśmy zgodni. Kolejny objazd w tą czy w tamtą, eh, na pewno nam nie zaszkodzi. Zatem zamiast popedałować z Kampali na południe obieramy kurs na zachód, w kierunku zielonego piekła.

Po 500 kilometrach pagórów i setkach tysięcy nachalnych dzieci zaczynaliśmy się zastanawiać, dlaczego my się zawsze wpakujemy w jakieś gówno, przecież mogliśmy już dawno być w płaskiej i słabo zaludnionej Tanzanii! Nie pozostawało nam nic innego jak tylko skręcić w pierwszą lepszą boczną drogę, z dala od asfaltu, ale też z dala od dzieci.

 

Następnego dnia o świcie obudziły nas odgłosy lasu. Od zawodzących melodii dziesiątek gatunków ptaków, tysięcy cykad, chrabąszczy i szczekania małp aż się w głowie kręciło. Kiedy jednak wyszliśmy na drogę i z niewysokiego wzgórza rozpostarł się przed nami zielony dywany spowity w porannej mgle to szczęki opadły nam do samej ziemi.

 

Jakoś ugandyjski las tropikalny wydawał się dużo bardziej urokliwy niż ten z Afryki Zachodniej. Może to świadomość tego, że widzimy go podczas tej podróży po raz ostatni, a może to pachnące kwiaty na drzewach, wszechobecne małpy i kolorowe ptaki … Nie wiem, ważne, że byliśmy zauroczeni. Na kempingu głęboko w lesie zostawiliśmy rowery i podjęliśmy próbę zanurzenia się w tą zieloną otchłań. Ruszyliśmy o świcie następnego dnia. Było duszno, parno, mokro i błotniście, ale absolutna cisza przerywana tylko przez odgłosy małp skaczących nam wysoko nad głowami sprawiała, że przemianowaliśmy afrykański las tropikalny z zielonego piekła, na rajski ogród ;)

 

Poza fauną i florą ugandyjska dżungla ma jeszcze jedną przewagę nad tą z Afryki Zachodniej: jeziora kraterowe!

 

Podobno w większości wód stojących w Afryce występuje bilhrazja – paskudna bakteria, która rozwija się człowiekowi pod skórą w postaci mikroskopijnego robaka. Krótki wywiad środowiskowy dał nam nadzieję, że jezioro nad którym się zatrzymaliśmy jest od niej wolne, jednak mimo to… robak pod skórą! Nie, nie, nie! Niestety zanim zdążyłam powiedzieć: Adaś, nie ma co ryzykować, to paskudna choroba, pokąpiemy się na Zanziba… Adaś? Adaś był innego zdania ;)

 

Na szczęście żadnego robala pod skórą nie wyhodował. W końcu byliśmy gotowi zamknąć tropikalny rozdział podróży i otworzyć następny.