Jak złowić rybę?

Jak złowić rybę?

komentarze 4

Jeśli ktoś z was wybierze się kiedyś w rowerową podróż przez Afrykę to dość szybko spotka się z problemem jedzenia. Wszyscy wiedzą, że kuchnie krajów afrykańskich raczej do wyszukanych nie należą. Słyszeliście kiedyś o restauracji serwującej dania z Burkiny Faso, Gwinei lub Tanzanii? No właśnie, my też nie. Ale nawet tutaj, na miejscu, trudno znaleźć coś co można by nazwać smacznym daniem. Do tego ilość produktów, z których można by coś samemu ugotować jest ograniczona do absolutnego minimum. Po pewnym czasie kukurydziana papka (zwana w Botswanie pap) i ryż z fasolą lub pomidorami może odebrać chęć podróżowania nawet najwytrwalszym. Dlatego też, podczas gdy nasi koledzy w Azji zajadali się pierożkami Wonton, curry czy makaronem sojowym, a podróżnicy w Ameryce Południowej tyli od burrito, nachos i paella my musieliśmy wziąć sprawę w swoje ręce. Powiedzieliśmy dość ryżowi z pomidorami, przyszedł czas na ryż z rybą!!! Tylko skąd wziąć rybę na tym botswańskim pustkowiu. Z rzeki! I jak ją złowić nie mając wędki? Nic prostszego!

 

Krok 1

Trzeba znaleźć rzekę.

Według wskazówek miejscowych podążając ścieżką przez busz za jakieś 3 kilometry powinniśmy ją znaleźć.

 

Oczywiście droga była piaszczysta, nie dało się jechać i rowery trzeba było pchać, czyli jak zawsze kiedy człowiekowi odbije i zjedzie z głównej drogi. Gorzej, że dość szybko się skończyła i tylko ślady wydeptane przez bydło podpowiadały nam gdzie się kierować. Kiedy prawie mieliśmy się już wycofać, bo dość mocno zaczęliśmy błądzić, spotkaliśmy pasterza, który zgubił tydzień temu osły i miał nadzieję znaleźć je nad wodą. Czyli idziemy razem :)

 

Jak widzicie osły się znalazły. Właściwie wcale się nie zgubiły, tłumaczył Bengy. Po prostu pasły się na bliżej nie określonym terenie i nikt ich nie szukał, bo były niepotrzebne. A teraz są potrzebne bo trzeba do miasteczka podjechać po mąkę na pap. Więc jak się znalazły Bengy zadzwonił po kolegów i pojechali. Tak, tak, zadzwonił do kolegów, że znalazł osły i że w związku z tym mogą jechać do miasta na zakupy :):):)

 

Gdy chłopaki odjeżdżali, na pożegnanie krzyknęli jeszcze do nas, żebyśmy uważali na kręcącego się w tej okolicy, agresywnego krokodyla. Pośmialiśmy się, ale kiedy podczas przygotowywania kolacji przypadkowo latarka zaświeciła w dwa, wystające nad taflą wody ślipia, to przestaliśmy się śmiać i rozpaliliśmy ognisko, co by bestia nie wyszła na ląd.

 

 

Krok 2

Trzeba zbudować wędkę. Najlepiej z kija, nitki stylonowej i z drutu ze starej manetki, który posłuży za haczyk. Gotowe? No to zarzucamy i czekamy.

 

Nic nie bierze? No co się dziwisz, ryby najwyraźniej też ryżu nie lubią.

 

Krok 3

Zdobądź przynętę.

Zatem Adaś zdobywał, czyli zanurkował po robaka. Po kostki w błocie, patykiem kopał i kopał i kopał, ale nic nie znalazł. Wyglądało na to, że na kolację ryby nie będzie. I nagle, z głębokiego buszu wyszła sfora psów z trójką dzieci na czele. Zupełnie niezaskoczeni naszą obecnością uśmiechnęli się skromnie i rozłożyli się ze swoim sprzętem. Już po chwili mieli branie. Z podziwem patrzyliśmy jak wyciągali kolejne sztuki sumika.

 

Gdy przyszło do smażenia zdobyczy na ognisku i od wspaniałych zapachów nasze żołądki zaczęły się skręcać z zazdrości, Adaś zdecydował poprosić dzieciaki o pomoc.

 

 

Krok 4

Poproś dzieciaki o pomoc. Dowiedz się jakiego robaka lubią ryby z rzeki Okavango i gdzie go znaleźć.

 

Gdy Adaś wrócił z zardzewiałą puszką pełną obślizgłych paskudztw nadzieja na smaczny obiad znowu zawitała w naszych żołądkach. Tymczasem chłopaki wyciągnęli nowego asa z rękawa. Właściwie, as przypłynął. Dwa asy. Chłopcy znowu mieli przewagę.

 

Robak robakiem, ale dzieci miały łódki. W Adasiu obudził się duch sportowej rywalizacji. Nie miał szans bidak. Chłopcy byli bezkonkurencyjni.

 

 

Krok 5

Nie daj się zwieść pozorom. Pływanie w dłubance to prawdziwa sztuka, nawet jeżeli z lądu wygląda na dziecinnie łatwe! Żółtodzioby lądują w wodzie, a w wodzie jest krokodyl. Trzymaj się brzegu!

 

Muszę przyznać, że Adaś nawet w miarę opanował pływanie w pojedynkę, ale pomysł żebyśmy spróbowali we dwoje był już absolutną głupotą. Oczywiście źle rozłożyliśmy ciężar i wylądowaliśmy w wodzie zanim jeszcze dobrze odbiliśmy od brzegu. Nawet nie będę próbowała wam opowiadać jaki dzieciaki miały ubaw. Myślę, że cała okolica będzie sobie opowiadać o Białasach, którzy nawet mokoro nie potrafią pływać.

O zachodzie słońca chłopcy zebrali się do domu, a my do przyrządzania ryżu… Ale za to z jakim cudownym widokiem!

 

 

Krok 6

Nie poddawaj się!

Adaś się nie poddał. Cały ranek modyfikował haczyk, który tym razem postanowił zrobić ze sprężynki z nożyc do linek. Gdy był już gotowy, znowu zarzucił kija i tym razem … JUPI!

W końcu na obiad zjedliśmy ryż z rybą w pomidorach!

Smacznego :)